Strona wykorzystuje JavaScript. Należy odczekać około 20 sekund, aby zapisy matematyczne stały się w pełni czytelne i przejrzyste.
This page uses JavaScript. Please wait ca. 20 seconds for maths formulas to become fully clear and readible.
Wersja z 2024-09-29
wydawnictwa „Nowa Era”
Znalazł i omówił: Grzegorz Jagodziński
Zasadniczą rolą podręczników szkolnych jest dostarczanie młodym ludziom wiedzy o otaczającym świecie. Pełnią one rolę przewodników, nie powinny więc zawierać niedopowiedzeń, przekłamań i fałszywych informacji, które mogłyby wprowadzić czytelnika w błąd. Wydaje się, że jest więc oczywiste, że przed skierowaniem do druku powinny one przechodzić proces wyjątkowo dokładnego sprawdzania i detalicznej korekty.
Dodajmy, że w dzisiejszych czasach drukowane książki stały się znacznie mniej popularne niż były jeszcze niedawno, i dlatego wydawnictwom trudno jest sprzedać nowe tytuły. Nie dotyczy to jednak podręczników szkolnych, które póki co dostępne są jednak przede wszystkim w postaci drukowanej. Ich wydawanie, w przeciwieństwie do wydawania innych tytułów, pozwala czerpać stosunkowo niezłe profity, a to z kolei dostateczny powód, by starać się o ich wysoką jakość. Zatrudnienie korektorów i przeprowadzanie drobiazgowej analizy książki przed jej wydaniem po prostu się opłaca, bowiem na rynku podręczników panuje konkurencja, i największe zyski osiągną ci, których książki zostaną uznane za najlepsze.
Dlaczego zatem wydawnictwo „Nowa Era” dopuściło się karygodnych i żenujących błędów w wydawanych przez siebie podręcznikach? Trudno dociec przyczyny, warto jednak z tej sytuacji wyciągnąć wnioski.
Błędy, które zostaną poniżej omówione, pojawiły się w podręcznikach wydanych już kilka lat temu. Czy usunięto je w nowszych wydaniach? Warto to sprawdzić – nie zostały usunięte! Świadczy to jeszcze gorzej o podejściu Wydawnictwa do zadania, którym jest przecież pomoc w edukacji nowych pokoleń.
Oto podręcznik, o którym będzie mowa:
![]() |
![]() |
Oto, co znajdujemy na stronie 16:
![]() |
Niby wszystko tu jest w porządku, zwróćmy jednak uwagę na wartość liczbową u =
Wartość ta jest odwrotnością liczby Avogadra. Sprawdźmy na kalkulatorze, czy rzeczywiście tyle wynosi:
![]() |
Zamiast
Na stronie 123 znajdziemy wartość poprawną, choć mniej dokładną:
![]() |
Przecież gdyby wartość
Na stronie 126 mamy znowu błędną wartość
Chyba ktoś miał zapisane w odręcznych notatkach
![]() |
Gdyby jednak wartość
![]() |
Otrzymana wartość
W podręczniku dociekliwy czytelnik odkryje jeszcze jeden błąd. Oto na stronie 128 czytamy:
![]() |
Definicja mola jest zgodna z formalną definicją przyjętą w świecie nauki i pod tym względem nie można jej nic zarzucić. Ale przecież podana w niej liczba
![]() |
Czy zatem elektrony nie są obiektami elementarnymi?
![]() |
Na stronie 153 znów czytamy, że także mol odnosi się wyłącznie do atomów, cząsteczek lub jonów. A przecież poprzednio odnosił się także do elektronów, protonów i neutronów! Czyli tym razem nie można mówić o molu elektronów?
Należy ponadto postawić sobie pytanie, czy rzeczywiście mol jest jednostką, w której mierzy się tylko liczność obiektów elementarnych. Jeśli nawet, to czy dotyczy to wyłącznie atomów, cząsteczek, jonów, elektronów, protonów i neutronów? Czy wobec tego nie można mówić o molu mionów, o molu fotonów? A właściwie dlaczego nie można? Chemia jest nauką ścisłą, i jako taka nie może operować rozmytymi definicjami. Granice stosowalności tego czy innego pojęcia muszą być określone w sposób niebudzący wątpliwości.
Co to więc znaczy na przykład „obiekty elementarne”? Gdzie kończy się „elementarność”? Istnieje jakaś konkretna granica wielkości obiektów, których nie można już liczyć w molach i do których nie ma zastosowania liczba Avogadra?
Naprawdę istnieje taka granica? Zerknijmy wobec tego na stronę https://intro.chem.okstate.edu/ChemSource/Moles/mole15.htm i przeczytajmy w punkcie 2: „Astronomers estimate that there is a mole (
Wystarczyło przecież napisać, że liczbę
Jak widać, autor nie potrafił ująć tego w ten sposób, i dlatego popełnił błąd, który właściwie można uznać za rażący. Związał mol z obiektami elementarnymi zupełnie niepotrzebnie, bo przecież (jak nietrudno sprawdzić) jest on w rzeczywistości używany także do liczenia obiektów, którym do elementarności bardzo daleko.
Oto podręcznik, o którym będzie mowa:
![]() |
![]() |
Na stronie 372 znajdziemy poprawne wzory niektórych sacharydów, w tym glukozy. Zwróćmy uwagę na konfiguracje podstawników przy trzecim i czwartym atomie węgla (położenie grup –OH jest przeciwne):
![]() |
Na stronie 374 znajdziemy ponownie poprawne wzory D-sacharydów:
![]() |
Ale czy wzory L-sacharydów również są poprawne?
Przecież każdy z wzorów L-sacharydów powinien być lustrzanym odbiciem wzoru D-sacharydu. Spójrzmy na wzór podpisany jako L-fruktoza. Czy jest odbiciem wzoru D-fruktozy?
Nie! Konfiguracja przy atomach węgla nr 3 jest odwrotna niż ta, która występuje w prawdziwej L-fruktozie. W rzeczywistości wzór przedstawia L-sorbozę, a nie L-fruktozę.
To nie koniec błędów w tym podręczniku.
![]() |
Wzory D-glukozy podane na stronie 375 są poprawne. A wzory na stronie 377?
![]() |
A na stronie 377 umieszczono poprawne wzory Fischera, ale błędne wzory Hawortha. Przecież konfiguracja podstawników przy atomie węgla numer 4 jest taka sama, jak przy atomie węgla numer 3!
Podane tu wzory Hawortha przedstawiają w rzeczywistości D-galaktozę.
Nawiasem mówiąc, w całej książce nigdzie nie podano poprawnego i poprawnie podpisanego wzoru galaktozy.
![]() |
Tutaj znów autor wzoru delikatnie mówiąc rozmija się z prawdą, co w podręczniku szkolnym jest rzeczą skandaliczną. Wzory pierścieniowe zupełnie nie pokrywają się z łańcuchowymi, bowiem łańcuchowy rzeczywiście przedstawia glukozę, natomiast oba pierścieniowe – galaktozę.
Szanowny autor mógł przecież porównać spłodzone przez siebie wzory z tymi, które spłodził wcześniej, i które są poprawne. Dlaczego tego nie zrobił? Może zabrakło mu kompetencji? Przecież prawdziwy chemik nigdy nie popełniłby takich rażących błędów!
Kto więc w ogóle rysował te wzory?
![]() |
O proszę, a tu jakoś udało się narysować wzór poprawny!
Należałoby tu jeszcze wspomnieć chyba o tym, że tak zwana forma pierścieniowa jest w zasadzie odrębnym izomerem (choć z uwagi na jej nietrwałość nie używa się tego określenia) i dlatego ma własną nazwę: D-glukopiranoza.
Mówimy przecież o podręczniku chemii rozszerzonej! Nazwy typu glukopiranoza czy fruktofuranoza powinny się w nim znaleźć przynajmniej jako informacje uzupełniające.
![]() |
Tutaj wzory sacharozy i maltozy narysowano poprawnie. Nawet jednak przeciętnie uzdolniony uczeń zapyta, który z pierścieni we wzorze laktozy pochodzi od glukozy, a który od galaktozy. Bo przecież są one identyczne (czyli kolejny wzór narysowany jest błędnie).
![]() |
Wzór celobiozy (na następnej stronie) jest poprawny. Ale czym się różni od tego, który niby przedstawia laktozę? Konfiguracją podstawników przy atomie węgla numer 1 w prawym pierścieniu? To oczywiście za mało, by mówić o odrębnym związku, bo to atom anomeryczny. Różnica konfiguracji przy tym atomie nie tworzy w zasadzie nowego związku. Oba rysunki: poprawny celobiozy i błędny laktozy przedstawiają po prostu odmiany α i β celobiozy.
Aby wzór laktozy był poprawny, grupa -OH skrajnie po lewej, przy czwartym atomie węgla lewego pierścienia, powinna być skierowana ku górze, a nie w dół. To właśnie różni galaktozę od glukozy, a nie konfiguracja przy atomie anomerycznym.
Przy okazji, popełniono jeszcze jeden rażący błąd (kto to w ogóle pisał, jakiś człowiek z ulicy?). Laktoza nie składa się z glukozy i galaktozy, ale z galaktozy i glukozy. Kolejność jest istotna, bo informuje, który pierścień tworzy wiązanie glikozydowe w pozycji 1. I tym pierścieniem jest lewy pierścień, czyli pierścień galaktozy, a nie glukozy.
Wyjątkowo niekompetentnemu autorowi radziłbym na drugi raz skonsultować jego pogląd z niesłusznie pogardzaną Wikipedią. Czytamy w niej: „Laktoza, cukier mleczny (łac. lac ‘mleko’), C12H22O11 – organiczny związek chemiczny z grupy węglowodanów, dwucukier zbudowany z D-galaktozy i D-glukozy, połączonych wiązaniem β-1,4-glikozydowym. Występuje w mleku wszystkich ssaków w ilości 2–8%. Jest mniej słodka niż glukoza i sacharoza”.
Przy omawianiu laktozy na lekcji chemii nauczyciel powinien wspomnieć o tym, że w węglowodanie tym występuje wiązanie β-1,4-glikozydowe, i właśnie dlatego nie ulega ona trawieniu w obecności zwykłych hydrolaz (amylaz) przewodu pokarmowego, te bowiem mogą jedynie hydrolizować wiązania α-glikozydowe. Do hydrolizy laktozy potrzebny jest osobny enzym, laktaza. Jej obecność u dorosłych ludzi jest wynikiem pojawienia się i rozprzestrzenienia się mutacji, do dziś wielu ludzi nie toleruje obecności laktozy w przyjmowanym pokarmie. Przecież tego typu informacje, odwołujące się do związków przyczynowo-skutkowych i do życia codziennego zawsze powinny mieć pierwszeństwo w systemie edukacyjnym nad suchymi, encyklopedycznymi faktami. Wie o tym każdy dobry nauczyciel, ale najwyraźniej nie autor podręcznika odpowiedzialny za rozdział opisujący sacharydy.
Ba! Można (i należy) wywód ten rozwinąć. Dlaczego właściwie mleko ssaków zawiera laktozę, a nie np. sacharozę czy glukozę? Niby jest to problem biologiczny, a nie chemiczny, ale wiedza jest jedna i takie ścisłe rozgraniczanie jej elementów jest całkowicie sprzeczne z zasadami dydaktyki. Należało więc nadmienić, że pojawienie się laktozy w mleku ssaków wraz z zanikiem wytwarzania laktazy po osiągnięciu pewnego wieku wymusza na młodych osobnikach poszukiwanie innych źródeł pokarmu niż matczyne mleko. A to z kolei umożliwia wydanie na świat i wykarmienie nowego potomstwa. Ten piękny przykład wnioskowania z wiedzy chemicznej oczywiście pominięto całkowicie, co mówiąc szczerze rzutuje bardzo negatywnie na poziom podręcznika.
Poza tym należało wspomnieć, że wiązania β-glikozydowe stanowią poważne wyzwanie dla organizmów żywych. Laktaza jest w stanie katalizować hydrolizę laktozy, ale nie celobiozy. Najwyraźniej przeszkadza w tym jedyna różnica w budowie chemicznej obu tych cukrów, mianowicie konfiguracja podstawników przy 4. atomie węgla lewego pierścienia, decydująca o różnicy między galaktozą a glukozą (której autor nie zauważa, albo o której nie ma pojęcia – tego przynajmniej dowodzą błędne wzory, które zamieścił w podręczniku). Enzym umożliwiający hydrolizę wiązań glikozydowych między dwiema podjednostkami glukozy jest rzadkością w świecie istot żywych. Człowiek w zasadzie nie ma w przewodzie pokarmowych symbiontów, które byłyby w stanie zhydrolizować wiązania β-glikozydowe między podjednostkami glukozy, stąd dla nas tego typu związki nie są źródłem pokarmu (choć spełniają inne pożyteczne funkcje). Natomiast laktoza, mimo obecności wiązania β-glikozydowego, jest przyswajalna, o ile dostępny jest odpowiedni enzym, zdolny ją zhydrolizować.
Podsumowując, należy wyrazić ubolewanie nad tym, że cenione wydawnictwo zatrudniło do napisania podręczników chemii osoby niekompetentne. Nie chodzi nawet o to, że autorzy ci ewidentnie nie mają pojęcia o tym, jak przekazywać wiedzę w sposób ciekawy, nieencyklopedyczny, nawiązujący do otaczającego świata, i dlatego pomijają milczeniem ważne wnioski wypływające z opisywanych faktów chemicznych. Bardziej żałosne jest to, że przepisują ze swoich ręcznych notatek cyfrę
Jak to w ogóle możliwe, że takich ludzi zatrudniono do tak poważnych zadań? I dlaczego Wydawnictwo nie zatrudniło kompetentnego korektora, który sprawdziłby to, co popełnił roztargniony (?) autor?
Czy naprawdę w tym kraju nie ma ludzi, którzy byliby w stanie sprawdzić taki podręcznik przed oddaniem go do druku? Jeśli naprawdę na tym polega problem, z chęcią polecę w przyszłości własne usługi.
Zobacz też:
Uwaga: Żaden z artykułów przedstawionych na tej witrynie nie ma formy ostatecznej. Wprowadzane są do nich zmiany i uzupełnienia, czasem drobne, czasem bardzo istotne.
Grzegorz Jagodziński